
„Ludzie nie kupują już przedmiotów. Kupują kawałek czyjegoś świata, by móc nim nakarmić własny.”
Biżuteria to dla mnie nigdy nie była tylko biżuteria. Gdy próbowałam odrzeć ją z „osobowej warstwy czucia”, traciła swoją historię, a ja traciłam całą radość z tworzenia. Zamiast pomysłów pojawiały się blokady twórcze. Dziś, gdy świadomie nazywam emocje i pozwalam im mówić, pomysłów mam tyle, że nie nadążam z ich realizacją.
Inner Seasons – wewnętrzne pory roku
Tak nazwałam cykl moich fotografii artystycznych, który zaczął się dawno temu i wciąż się pisze. Powstawały z emocji i towarzyszyły im emocje ubrane w słowa.
Zdjęcie nagłówkowe z tego wpisu pochodzi właśnie z niego. „Złoty tulipan, płatki o fakturze skóry, pulsujące krwią. płatki przenikające w dłonie, żywe dłonie, martwe dłonie. złoty tulipan płacze krwią. kolor i smak ocalenia. kobieta zaklęta w kwiat, uwięziona na zawsze w czerwieni. Calineczka / z księgi głębokiej czerwieni”.
Nie przestałam ich tworzyć. Przestałam je pokazywać. Kiedyś zilustrują „Okruszki”, zbiór zapisków o wszystkim co ważne, co zachwyca, boli, zatrzymuje w czasie albo uśmiecha dzień. Słowa i obrazy, które pomagają pamiętać.
Biżuteryjne inspiracje – skąd się biorą pomysły?
Jak to jest u mnie z tym procesem tworzenia? Czy najpierw jest projekt, wizja, pomysł czy po prostu rozrzucone na stole kamienie i koraliki, z których „coś trzeba ułożyć”? Prawda jest taka, że najpierw są emocje. Czasem to nadmiar, czasem cisza, a czasem… głowa pełna ptaków, które koniecznie chcą się wyrwać na wolność.
Moja biżuteria powstaje dokładnie tak, jak moje gry słowne czy fotografie (szczególnie te z cyklu Inner Seasons) – z nakładania warstw: słów, obrazów i znaczeń. Nakładki zdjęć, pociągnięcia cyfrowego pędzla Photoshopa. Czasem krzyk, czasem ból, tęsknota albo brak. To rdzenie Wewnętrznych Pór Roku. Cykl foto-graficzno-słowny, powstający od… dawna.
Biżuteria to tylko inna forma wyrażenia tego samego – emocji, kontrastów, potrzeby piękna, które współbrzmi z moim wewnętrznym głosem. W biżuterii warstwami są minerały, sutasz, koraliki i sploty.
Faza pierwsza: Emocja. Potrzeba wyrzucenia z siebie czegoś ważnego. To ten pierwszy impuls, moment burzy, kiedy nie myśli się o odbiorcy, tylko o prawdzie.
Faza druga: Rzemiosło. To moment spokoju, który widzicie w mojej biżuterii. Układanie kamyków, koralików, dobieranie kolorów sutaszu, sprawdzanie grubości sznurka, dopasowywanie odcieni. Forma medytacji. Uziemienie. Zapominanie o świecie zewnętrznym, skupienie na tu i teraz w spokojnym rytmie muzyki, która mówi ciszą. Śpiew wielorybów lub Sileo, przełączające umysł w tryb tworzenia. Magia? Ano, magia, ludzka i unosząca, nawet słowa brzmią wtedy jak muzyka.
Kiedy trzymasz w dłoni Bransoletkę „Wysoko Wrażliwa”, trzymasz tak naprawdę wynik tego procesu – uciszoną burzę zamienioną w harmonię.
Dla mnie tworzenie to wiara, że to, co czujemy, nie jest iluzją. Nawet jeśli magia dzieje się głównie w głowie, to jej efekty są namacalne: w dotyku chłodnego kamienia i w pewności, że każdy splot jest na swoim miejscu.
Biżuteria z Intencją. Nowy rozdział
Biżuteria z intencją. Co dalej?
Zauważyliście, że coś tu u mnie się zmienia? Zaczęłam mówić własnym głosem. Nie głosem marketingu, tabelek i statystyk. Zaczęłam „sprzedawać marzenia” i karmić Wasze dusze tym, czego mam w nadmiarze. Czy to dobra droga – bycie „sprzedawcą marzeń”? Nie wiem.
Słucham Was. Słyszę. Nie walczę o lajki ani o uwagę. Mam marzenia – o lepszym świecie, do którego chaos nie ma wstępu. W którym światłoczułość nie walczy, a po prostu jest. I jest dostrzegalna. Świecie ludzi, którzy słyszą żurawie w filmie „Spragnieni miłości” Wanga Kar-Wai, choć żurawi wcale tam nie ma. W moim świecie marzeń nikt nikomu niczego nie zabiera i dlatego dostaje wszystko. Uczciwa wymiana oparta na etyce i tym, co najbardziej ludzkie.
Czy podążam dobrą drogą w moim procesie twórczym? Nie wiem.
Czy będę robić też „zwykłą biżuterię”? Tak. Tworzenie na emocjach jest pięknym przeżyciem, ale bardzo wyczerpującym. I nie da się tego procesu przyspieszyć czy zrobić na pstryk. Nie martwcie się, w „zwykłych” też zaszyję coś magicznego, energię dobrego miejsca, które jest moim domem. I będę równie mocno dbać o prawdę materii, usuwając niechciane podróbki. Jakość jest priorytetem. Przez mój magazyn przeszło niezłe tornado. Kamienie, których pochodzenia nie jestem pewna, a nadal ładne, zostaną wykorzystane z uczciwym zapiskiem – ładne ale nie wiem, czy to kamień barwiony czy prawdziwy. Plastik odróżnię, jego nie chcemy (chyba że to koraliki mające wartość sentymentalną, sama mam sporo biżutków z przeszłości, broszkę z modeliny, naszyjnik z pestek pigwy czy barwionego makaronu). Czy będzie to miało wpływ na cenę? Tak. Biżuteria intencyjna to jest kawałek nieba zaklęty w materię. Niebo nie ma promocji w markecie.
A Ty, Która to Czytasz? Wolisz w biżuterii czysty design, czy szukasz w niej historii, która rezonuje z Twoją własną „porą roku”? Powiedz, dla mnie to cenne wskazówki. Tworzenie dla tworzenia, bez dopinającej klamry Twojego odzewu „widzę, ładne, dziwne, niemojabajka”, jest niedokonane.


