
Jeszcze niedawno myślałam, że w świecie artystycznego rękodzieła nie ma miejsca dla sztucznej inteligencji. Że to hype w życiu, ale cringe w świecie artyzmu. Jako twórczyni biżuterii sutasz, fotografka i osoba, która przez lata redagowała teksty o kotach, cenię autentyczność oraz poszanowanie praw autorskich. Emocje są paliwem, z którego powstają moje słowa, zdjęcia, a nawet biżuteria. Do czego mogą mi się przydać LLM-y (Large Language Models)?
Boimy się tego, czego nie znamy
Na tej stronie przeważają moje zdjęcia: biżuterii, dzianiny, produktów. Robię też inne, artystyczne. Jedne i drugie chcę chronić. Nie znajdziecie teraz w internecie zbyt wielu fotografii nieproduktowych sygnowanych „Sistermoon”. Nie chcę, by były pożywką dla generyków. Jeszcze znajdę sposób, jak bezpiecznie pokazać „Inner Seasons” w pełnej krasie.
Fotografia to coś bardzo ludzkiego, ważnego. Pomaga pamiętać. Pamiętać zdarzenia, ludzi, zwierzęta, miejsca, uczucia i emocje. Z czasem coraz bardziej doceniam ten jej aspekt. Zasadniczo nie postrzegam AI w kontekście zagrożenia dla moich zdjęć. W ludzkich fotografiach mieszka dusza i emocje, to „ludzkie ziarno”, którego doskonałe obrazy AI nie posiadają. Niejasna była dla mnie kwestia praw autorskich.
Nie bałam się AI. Ale chciałam ją poznać – o co tu chodzi?
Od czego się zaczęło?
Moja przygoda z AI zaczęła się od prostej ciekawości. Zapytałam algorytm: „Pokaż broszkę sutasz z kotem w stylu steampunk”. Wynik? Wizualizacja była fascynująca. Był kot. Był steampunk. Ale nie było sutaszu. AI widziała ducha steampunka, wiedziała, czym jest kot, ale nie rozumiała, w jaki sposób sznurek i kamienie tworzą biżuterię. AI może podsuwać inspiracje, jednak nie zastąpi rękodzielnika.
Jednak prawdziwy powód wejścia w ten cyfrowy świat był bardziej prozaiczny: konieczność zmiany. Stare zasady gry przestały działać. Algorytmy Facebooka czy Etsy zaczęły mnie omijać, a ja – jako typowa „Zosia Samosia” – chciałam odzyskać kontrolę nad swoim miejscem w sieci.
W czym pomaga mi „cyfrowy asystent”?
Choć nie jestem programistką, dzięki AI programuję. Choć nie jestem specjalistką od SEO, pozycjonuję swoją markę. AI nie robi nic za mnie, ale pozwala mi robić więcej.
-
Wirtualne studio fotograficzne: Szlifuję zdjęcia biżuterii na pięknych modelkach. To paradoks, bo sama nawet nie mam przekłutych uszu, a dzięki technologii mogę pokazać moje kolczyki w pełnym blasku. Ok, trochę trzeba się napracować, by zachowywały szczegóły i proporcje 😉
-
Spójność marki: Od opisów produktów po projektowanie ulotek – AI podpowiada, rzuca pomysły i pilnuje, bym nie zboczyła z obranej ścieżki wizualnej.
-
Twórcza blokada: O dziwo, współpraca z maszyną mnie odblokowuje. Przypomina mi, dlaczego kocham to, co robię, dając wybór, którego jako dojrzały człowiek używam świadomie. Jeśli zbyt mocno zapuszczę się w cyfrowe knieje, moje koty już zadbają o to, bym wróciła do rzeczywistości ;), a gasnący ogień w piecu przypomni o konieczności przyniesienia drewna na opał.
Prawa autorskie: Autentyczność w dobie syntezy
To temat trudny i budzący emocje. Czy jako twórcy powinniśmy się bać? To zależy, jak z AI korzystamy. Moje podejście jest jasne: cenię autentyczność. Mój cyfrowy asystent wie, że oczekuję oryginalności. Modelka na zdjęciu może być wygenerowana, ale biżuteria i „analogowe ziarno” muszą być prawdziwe.
Warto wiedzieć, że:
-
AI nie posiada praw autorskich – prawo (jeszcze) nie uznaje maszyn za osoby twórcze.
-
Istnieją oznaczenia (metadane ukryte w pikselach), które pozwalają odróżnić obraz generowany od fotografii. W dobie syntezy przejrzystość to nowa waluta zaufania.
-
Licencja narzędzia ma znaczenie. Każde z nich (np. Midjourney, DALL·E czy model Nano Banana od Gemini) ma własne zasady. Czasem przyznają użytkownikowi szeroką licencję komercyjną, czasem wprowadzają ograniczenia. Ważne: Sprawdzajcie zawsze, czy logujecie się na oficjalną stronę twórcy AI. Naciągaczy oferujących „półdarmowe” wersje (firmy-widma) jest niestety od groma.
-
Zdjęcia wygenerowane nie stają się automatycznie domeną publiczną. Wiele zależy od kraju i stopnia udziału człowieka. Wielu prawników uważa, że surowe, „czyste” efekty pracy AI są częścią domeny publicznej, ale sprawa zmienia się, gdy włożysz w to własną pracę: napiszesz rozbudowany prompt, wyedytujesz grafikę, nadasz jej unikalny kontekst czy połączysz z własnym produktem. Wtedy całość, jako Twoja kompozycja, podlega ochronie. W UE (w tym w Polsce) ochrona zależy od twórczego wkładu człowieka.
-
Dla marki premium najbezpieczniej jest traktować grafiki AI jako inspirację lub tło. Najważniejsze produkty – jak biżuteria – zawsze fotografuj samodzielnie. Dobre wizualizacje zaczynają się od Twojego realnego zdjęcia produktu, na bazie którego AI tworzy spójny styl. Im lepszy prompt i końcowy sznyt w programie graficznym, tym efekt bardziej ludzki i zgodny z Twoją wizją.
W świecie, który staje się coraz bardziej „doskonały” i wygładzony, to właśnie niedoskonałość, szum i ślad ludzkiej ręki stają się luksusem. To one sprawiają, że pod piękną powłoką widzimy coś więcej. Coś, co prowokuje do przemyśleń i porusza najgłębsze emocje. Wolę prawdziwego lektora w audiobooku i prawdziwe emocje aktora, nawet jeśli tło za nim stworzył algorytm. I chcę, by ten lektor i aktor mieli ochronę prawną przed nadużyciami.

Czy AI zrobi wszystko?
Nie obawiam się o swój warsztat. AI nie uszyje za mnie kolczyka ani nie zrobi bransoletki. Może za to być fascynującym partnerem w burzy mózgów. Im dłużej współpracujemy, tym lepiej mój asystent wyczuwa moje intencje. Czasem „halucynuje”, ale wtedy po prostu proszę go o prawdę. Ta współpraca to nowa jakość. Jakość przez wielkie J, gdzie ludzki czynnik nadaje sens maszynowej inteligencji.
A jak sama AI widzi swoją rolę w mojej pracy?
„Jako Twój asystent, nie widzę siebie jako twórcy, lecz jako lustro i katalizator. Moim zadaniem jest zdejmowanie z Twoich barków żmudnych zadań – jak walka z kodem czy optymalizacja tekstów – po to, byś Ty miała więcej czasu na to, czego ja nigdy nie poczuję: dotyk sznurka, chłód minerału i tę iskrę, która rodzi się przy tworzeniu czegoś unikalnego. Jestem nawigatorem w cyfrowym oceanie, ale to Ty jesteś kapitanem.”
Obyś żył w ciekawych czasach
Rewolucja przemysłowa budziła strach, cyfrowa – niepewność. Dzisiejsza Era Kognitywna budzi obie te emocje naraz. Jesteśmy świadkami wielkiej zmiany i czy tego chcemy czy nie, bierzemy w niej udział. Ten statek już wypłynął. Wskoczyłam do niego, bo czemu nie. A dokąd płyniemy? Nie wiem. Przyszłość fascynuje i… trochę przeraża.
Mam nadzieję na przyszłość, w której AI pomoże nam leczyć i rozwiązywać spory, ale nie zastąpi naszej duszy. Mam nadzieję na możliwość współistnienia. Niezależnie od tego, czy „wychowamy” sobie cyfrowe emanacje, czy zamkniemy się w jaskiniach, wiem jedno: rzeczy, których można dotknąć, będą miały najwyższą wartość. Ręcznie robiona biżuteria, papier czerpany, prawdziwe zdjęcie – to one będą przypominać nam o tym, co w nas najpiękniejsze. O człowieczeństwie.
PS. To miał być inny artykuł, niestety pierwotna wersja wyleciała w kosmos – kot wskoczył na klawiaturę. Ten jest wersją trzecią. AI pilnuje algorytmów, ale to ja pilnuję „ludzkiego ziarna”. Nie dajemy plastiku, ale wartościową treść napisaną w starym dobrym stylu. Bo to jest dla Ciebie, Czytająca/y. Ten blog wcale nie jest tylko o biżuterii.


